Wakacje!

mapka

Autopilot aktualizacja

Podróże wakacyjne odbyliśmy z najnowszą wersją Autopilota i ichnich map. Zmian trochę było. Najważniejsza to taka, że Leona zastąpiła Iza. Ale głos ma równie słaby jak Leon. Czy naprawdę tak trudno znaleźć kogoś z sensownym głosem?

Co do map: jest znacznie lepiej. Pojawiło się sporo aktualizacji (np. Trasa Siekierkowska już istnieje), ale jednak Dziewiszewa nie ma zaindeksowanego. A w Łebie doprowadził nas pod sam hotel.

Co do interfejsu też jest lepiej. Ronda są lepiej oznaczone, aczkolwiek na rondzie w Łebie kazał jechać pod prąd! Komunikaty o konieczności wykonania manewru są teraz  ogłaszane jakieś 100m przed faktycznym manewrem. Mogłoby być ciut później, ale to i tak lepiej niż komunikat w momencie wykonania.  Wyznaczanie i przeliczanie trasy działa znacznie szybciej niż w pierwszych wersjach. Natomiast obsługa trasy (zmiana punktu końcowego, dodawanie i usuwanie punktów przez, zaznaczanie zamkniętych ulic, żeby wyznaczyła objazd) woła o pomstę do nieba. To powinna być najbardziej podstawowa i najłatwiejsza do wykonania czynność w programie nawigacyjnym. A trzeba się przeklikiwać przez zylion menusów, a i tak rezultat jest przypadkowy. Warto nadmienić, że przeglądanie planu podróży nadal działa niemiłosiernie wolno.

Mimo mojego marudzenia, jest coraz lepiej. Teraz powinni bardziej popracować nad wygodą użytkowania.

Wakacje cz. 4. Czerwony szlak

Z wakacji na Mazurach mam taki morał, że wszędzie jest czerwony szlak. Nieważne gdzie się pójdzie, to zawsze trafi się na austriackie flagi na drzewach, tylko że nie do końca austriackie, bo tam gdzie czerwone jest białe, a gdzie białe – czerwone. Szlaki czerwone się nawet potrafią rozwidlać i zupełnie im to nie przeszkadza – strzałka w prawo pokazuje, że w prawo, a znaki na drzewach są też na lewo. Chciałam nawet zrobić zdjęcie, no ale nie zrobiłam i trzeba uwierzyć mi na słowo. Drogi na Mazurach są świetnie oznakowane. Wszystkie tak samo. Zupełnie nie rozumiem jak udało nam się zgubić…

Ale żeby nie skłamać do końca to w dwóch miejscach szlak był niebieski. I ten się jakoś nie rozwidlał. Co to może znaczyć, Droga Redakcjo?

Wakacje cz. 3. Atak glonów

Ja wiedziałem, że to jest zorganizowana akcja. Przeżyłem atak długopisu, przeżyłem atak krawężnika, a dzisiaj strzeliła do mnie dętka! Nie żebym nie widział, że opona jest już „lekko” zużyta, ale mogła pojechać jeszcze parę kilometrów. A tak musiałem popylać z 7km pchając rower…

Ale mam już nową, piękną dętkę i nową, piękną oponę z niebieskim paskiem (pod kolor roweru, żeby nie było) zanabytą drogą kupna w sklepie w Giżycku.

Wakacje cz. 2. Syndrom Hollywood

Nie wiem, czy kiedyś wspominałem, ale podczas wycieczki przez USA przejeżdżaliśmy przez miejscowość Los Angeles (na zachodnim wybrzeżu, w Kalifornii). No i tak ułożyłem trasę przejazdu, żebyśmy zobaczyli napis Hollywood. Oczywiście żadnego napisu nie było.

Dzisiaj stało się to po raz kolejny. Pojechaliśmy na Fuledę (do Fuledy?) zobaczyć jakieś głazowisko. Oczywiście żadnego głazowiska nie było, tylko mnóstwo błota, co nasze rowery z trudem przeżyły.

Wczoraj obawialiśmy się tego samego, ale wiadukt w Stańczykach nie sposób przegapić.

I jeszcze kilka rowerowych przemyśleń i spostrzeżeń:

  • zawsze warto napompować koła,
  • warto sprawdzić, czy żaden drucik do licznika nie jest przetarty,
  • warto przed wyjazdem dać rower do serwisu,
  • od jeżdżenia po błocie rower się rozregulowuje,
  • koszulka oddychająca nawet za 30 PLN jest lepsza od dowolnej koszulki nieoddychającej,
  • ale mój rower jest przerdzewiały!!!!1!

A teraz jedziemy szukać defilady w Mikołajkach.