10/10

Za onetem:

Charlize Theron, piękna aktorka, która będzie pełnić rolę „sierotki” podczas piątkowego (4 grudnia) losowania w Kapsztadzie finałów piłkarskich mistrzostw świata, w trakcie próby generalnej rozzłościła Seppa Blattera, szefa FIFA.

Kiedy zdobywczyni Oscara wyciągnęła ostatnią kulkę z koszyka czwartego, wszyscy spodziewali się, że wymówi nazwę Francji, bo tylko tej brakowało. Tymczasem Theron z rozbrajającym uśmiechem na twarzy powiedziała: „Irlandia!”, czym rozzłościła Blattera.

10/10

metodyka vs metodologia

To, że Polacy nie znają języka polskiego, to że używają słów, których znaczenia nie rozumieją, to nic nowego. Wydawałoby się jednak, że ludzie po studiach, jakichś tam informatycznych, powinni jednak jakoś sobie z tym radzić.

Ostatnio pracuję otoczony ludźmi, który nie wiedzą, co to jest metodologia i używają tego wyrazu zamiast metodyka. To kaleczy mi uszy niemal jak autentykacja

To jeszcze wtręt dydaktyczny, za SJP:

metodologia
«nauka o metodach badań naukowych stosowanych w danej dziedzinie wiedzy»

metodyka
1. «zbiór zasad dotyczących sposobów wykonywania jakiejś pracy»
2. «dział pedagogiki omawiający cele i sposoby nauczania jakiegoś przedmiotu»

UPR

Zawsze w gronie znajomych miałem zaskakująco dużo zwolenników Unii Polityki Realnej. Nieustająco mówili, jakie to Korwin ma jedynie słuszne poglądy, pomysły na zmiany itd. No i się okazuje, że to są te same poglądy co ma LPR. Korwin z Romanem idą razem do wyborów. Och, będę miał używanie na nich…

Pier^Hlgrzymki

Kto, (&*$%(*$#, wymyślił, żeby pielgrzymki przechodziły przez centrum Warszawy, w godzinach szczytu? Przecież to debilizm maksymalny!!!111 Nie można zorganizować wyjścia w weekend? Albo zebrać się gdzieś na obrzeżach Warszawy?

Przygody Cona lekarza

Ostatnio głośno było o Conie Kolivasie, australijskim lekarzu, który w ramach hobbystycznej zabawy zajął się poprawianiem schedulera procesora dla Linuksa. Pamiętam jego początki, gdy zaczynał najpierw zbierać różne łatki, a potem samemu przygotowywać kod. Z jednej strony byłem zachwycony tym, jak ktoś zupełnie bez podstaw może zajmować się, jednak dość trudnymi rzeczami. To jednak jest magia Open Source, które pozwala na to. Z drugiej strony miałem potężne obawy o jakość tego, co powstanie.

Teraz Con postanowił porzucić zabawę z hakowaniem Linuksa, gdy jego scheduler został zastąpiony schedulerem CFS w głównej gałęzi jądra. Choć sam Con twierdzi, że główną przyczyną odejścia jest to, że już się tak dobrze nie bawi przy przygotowaniu nowych wersji łatek, to jednak uważam, że w dużym stopniu przemawia przez niego frustracja, że jego praca poszła w odstawkę.

Myślę, że pojawiły się tu dwa ważne aspekty. Pierwszy aspekt to wiedza i wykształcenie. Con, jako całkowicie niezwiązany z informatyką, swoją pracę opierał głównie na eksperymentowaniu (podejrzewam, że to był główny fun, który miał z hakowania). Jednakowoż, wielu mądrych ludzi wymyśliło już dużo wcześniej wiele algorytmów szeregowania, zoptymalizowanych do różnych zastosowań. Większość pracy Cona, to było jednak odkrywanie koła na nowo, które i tak nie prowadziło do powstania optymalnego rozwiązania. Uważam, że praca jednego, wykwalifikowanego specjalisty jest warta więcej (w aspekcie jakości dostarczonej projektowi) od pracy nawet pięciu entuzjastów. Trzeba jednak przyznać, że to dzięki Conowi zaczęły się intensywne prace wokół schedulera CPU w Linuksie.

Drugi aspekt to ten cały fun. Okazuje się, że (dowolna) praca sprawia frajdę tylko przez jakiś czas. Potem staje się nużącym obowiązkiem, zaczynają dochodzić coraz bardziej intensywne interakcje z otoczeniem, które wchłania efekty tej pracy. I jedyne rzeczy, które trzymają przy tej pracy, to strach przed zmianą, nadmierne poczucie obowiązku oraz emocjonalny związek ze swoim dziełem. I dotyczy to nie tylko projektów Open Source… Tym bardziej należy podziwiać Linusa i spółkę za wytrwałość, a nie zarzucać im, że interesują się nie tym, co trzeba (choć trochę prawdy w tym stwierdzeniu może być).

Mimo wątpliwości natury ogólne uważam, że Con postawił kilka ciekawych (i trafnych) tez dotyczących rozwoju i przyszłości Linuksa. Polecam lekturę wywiadu.

Taki sobie skrót

Jest taki skrót pomiędzy Kabatami i Powsinem, jedyny wyasfaltowany, z zakazem ruchu (jak na wszystkich skrótach pomiędzy Kabatami i Powsinem). Taka wąska i kręta dróżka. Niedawno zresztą bardzo ładnie wyremontowana. Mimo zakazu codziennie (nie żebym ja) jeżdżą tamtędy tłumy samochodów. Ale dzisiaj (podobno — kolega kolegi mówił) pojawił się tam niewielkich rozmiarów TIR. Na tyle niewielkich, że słabo radził sobie na zakrętach powodując dodatkowe powiększenie korka próbując przejechać, cofając po kilka razy i wykonując podobne manewry. Kto tam był, może sobie wyobrazić. Podejrzewam, że to tamtędy puszczą obwodnicę Warszawy, a teraz to jakieś crashtesty.

Five is a magic number?

Poczułam się trochę wywołana do tablicy, czy tam zagoniona do udziału w sztafecie, więc udzielę odpowiedzi.

Lista pięciu kojarzy mi się zawsze z powieścią Nicka Hornby’ego „Wierność w stereo” i nakręconym według niej filmem o niefortunnym polskim tytule „Przeboje i podboje”. I książka i film są takie tam, chociaż słyszałam opinie, że powieść jest kultowa. Najogólniej, książka i film są o dojrzewaniu, ale nie takim tam nastoletnim, tylko o dojrzewaniu naszych czasów, które wypada gdzieś koło trzydziestki. Te pięć ulubionych piosenek, zespołów, czy w końcu ranking związków głównego bohatera są według mnie, zarówno w powieści, jak i w filmie symbolami braku dojrzałości, a nawet obrony przed nieuchronną dorosłością.

A ja, chociaż tego nie widać, chociaż rękami i nogami zapieram się, że nic z tego i nie przyjmuję do wiadomości swoich 30 lat, to zupełnie nie mam potrzeby robienia list pięciu rzeczy — nie chcę wymieniać ulubionych filmów, książek, zdarzeń z życia, itp. Dlatego też nie przytoczę tu nawet jednej rzeczy, których o mnie nie wiedzieliście…