Summertime

Chciałam o tym jak to jestem nietolerancyjna. Normalnie politycznie niepoprawnie nie toleruję głupich właścicieli psów, którzy te psy ze smyczy i pani kochana on nie gryzie. Panicznie boję się psów i chyba nic tego nie zmieni i kundel głupiego właściciela spuszczony ze smyczy pod moim blokiem powoduje coś takiego, że nie ręczę. I normalnie by było o tym, gdyby nie to, że pan właściciel jamnika, który był na tyle śmiały, że do mnie podbiegł i obwąchał przeprosił mnie dwa razy za zachowanie swojego psa i zrekompensował mi tym wszystkie moje dzikie lęki z okazji.

No to będzie banalnie i nudno o tym, że dziś pierwszy raz w tym roku poczułam prawdziwe lato. Może nie za ciepło jest specjalnie, ale za to na naszym podwarszawskim krawaciarskim osiedlu pachnie latem, czyli mokrą (skoszoną świeżo?) trawą. Normalnie jak na wakacjach, jak w Jodłówce Tuchowskiej w ’87. Jagód tylko w trawie jakoś tak nie za bardzo. W lesie kabackim chyba też niestety nie.

Taksówki i inne

Dawno, dawno temu, mniej więcej 2 lata temu, postanowiłam postudiować podyplomowo. I wszystko super, gdyby nie to, że raz w miesiącu zajęcia były w niedzielę na 8 rano. Zestawienie dnia tygodnia i pory dnia zatrważające na tyle, że postanowiłam wtedy skorzystać z taksówki, żeby nie musieć wstawać po ciemku i w ogóle by zażyć trochę komfortu. Komfort okazał się jednak pozorny, bo taksówkarze kolejnych korporacji w niedzielę rano byli okropnie rozmowni. Jeden mi nawet wytłumaczył dlaczego tak się dzieje: po prostu pracują od sobotniej nocy i muszą coś mówić, żeby nie zasnąć za kierownicą. Ten sam pan mi tłumaczył, że jedzie tak wolno, bo w al.Niepodległości jest zielona fala przy 60 km/h. Akurat! Poza tym były jeszcze zwierzenia życiowe, polityka, pogoda i wszelkie inne tematy, które wiadomo gdzie można mieć w niedzielę przed 8 rano. Problem rozmownych i nadmiernie wymęczonych taksówkarzy rozwiązałam za pomocą MPT – taksówkarze z MPT nie bywali po nocy, poza tym nie gadali! Bajka. Od tej pory przy rozwiązywaniu problemu komunikacyjnego posługuję się głównie MPT i zawsze jest git. A raczej było git, do ostatniej soboty…
W przedwyborczą sobotę wracałam do domu taksówką MPT, ale pan taksówkarz chyba zapomniał dla jakiej firmy pracuje! Całą drogę ze Śródmieścia na Kabaty (Łóds) opowiadał mi różne historie – że żona go rzuciła, że dzieciom pokupował mieszkania, że ma dom po pradziadku pod Warszawą, że jest już stary, że mały brat patrzy i o Marksie i o komunizmie. Pewnie niepotrzebnie wchodziłam z nim w interakcje, ale wyraźnie tej interakcji potrzebował. W dodatku jechał tak wolno, że aż mi się wszystkiego odechciało. I gdzie ja mam teraz zamawiać taksówki, droga redakcjo?
A poza tym to wygrał Kimi, któremu kibicowałam! Ha!

Przygody drogowe

W ogóle nic to, że panu na Jasnej ktoś zablokował pas przez co pan mi zablokował pasy i nie bardzo mogłam przejść i jeszcze mi wygrażał i w ogóle nie robi na mnie wrażenia to, że kierowcy skręcający w prawo z placu Powstańców Warszawy w Świętokrzyską mają w nosie pieszych i przejeżdżają między nimi. Wrażenie na mnie zrobiło za to dzisiaj dwóch kierowców stojących na znanej, jak na tę okolicę szerokiej, arterii (pod)warszawskich Kabat (ang. Kabaty Woods), ulicy Jerzego Zaruby. Kierowcy ci, zanim przystanęli, poruszali się najprawdopodobniej w przeciwnych kierunkach i chyba się dobrze znali, bo przystanęli po to, żeby pogadać. Każde przy krawężniku po swojej prawej; pseudoterenowe Volvo w kierunku odleśnym, a niewielki Citroen w kierunku przyleśnym. Zupełnie nie zraziło ich to, że pośrodku zostawili wąziutki przejazd na jeden nieszeroki samochód. I to wcale nie było tak, że akurat nikt nie jechał… Gratuluję pomysłowości i wierzę, że temat wymagający omówienia był tak ważki, że usprawiedliwił ten postój.

Metrem

Z okazji niedawno ogłaszanej na blogasku zmiany zatrudnienia całkowicie przerzuciłam się na dojeżdżanie metrem, co nasiliło częstość pewnych wydarzeń i obserwacji. Obserwacja na dziś, albo nawet na ten tydzień, jest taka, że istotna większość facetów siada z rozstawionymi nogami, a im większy facet, tym większy kąt między nogami. Niektórzy to spokojnie dwa miejsca w ten sposób zajmują i w ogóle się nie stresują jak ktoś usiądzie obok nich – nóżki pozostają rozstawione, a ten biedak obok ma problem, że w ogóle ma nóżki, bo miejsca na nie to nie za bardzo. Brak „kultury trochę!” mnie jednak specjalnie nie dziwi, zastanawiam się tylko po co tak się siada? Ja rozumiem, że nie jest zbyt wygodnie siedzieć z kolankiem obok kolanka, no ale żeby tak od razu kąt rozwarty?! Nurtuje mnie to bardzo; czekam na podpowiedzi.

UPR

Zawsze w gronie znajomych miałem zaskakująco dużo zwolenników Unii Polityki Realnej. Nieustająco mówili, jakie to Korwin ma jedynie słuszne poglądy, pomysły na zmiany itd. No i się okazuje, że to są te same poglądy co ma LPR. Korwin z Romanem idą razem do wyborów. Och, będę miał używanie na nich…

Boski Jack, czyli sobotnie wyznanie

Nie pisałam o tym wcześniej, ale to od dawna najprawdziwsza prawda… W czasach podstawówki jakoś nie kochałam się w Limahlu, ani w Pawle Stasiaku z Papa Dance, w ogóle nie przypominam sobie, żebym się kochała w jakimś piosenkarzu albo szarpidrucie. Teraz jestem za stara i mi nie wypada, ale jak bym była młodsza, to bym się zakochała w Jacku White z White Stripes. Na zabój.

Już nie Oranje

O pracy na portalii chyba jeszcze nie było. Minęło mi 5 lat i 7 miesięcy. I tyle by wystarczyło, nie można się przyzwyczajać, nie? I do poniedziałku jestem bezrobotny. Teraz muszę wszystkie świadectwa pracy skompletować. Gdzie ja to mam…

Rejestruj się kto może!

Podobno trzeba się rejestrować. Piknie to wymyślili. Najlepiej teraz zrobić strajk włoski i niech każda jedna strona złoży wniosek o rejestrację gazety lub czasopisma. Jeśli będą chcieli się z tym przed potencjalnym Euro obrobić, to będzie to dobry sposób na zmniejszenie bezrobocia. Tak, tak, i będzie to zasługa naszego rządu…