Gupi Gibon

Po sukcesach z oglądaniem filmu na Ubuntu postanowiłem zaktualizować wersję na desktopie do 7.10. W sumie mogłem zapamiętać z dwóch poprzednich aktualizacji, że to się nie uda, ale kliknąłem i było już za późno.

Po godzinie ściągania pakietów, instalator rozpoczął ich instalację, która miała potrwać ponad 5 godzin. Niestety po parudziesięciu minutach instalator zniknął. Podejrzewam jakiś segmentation fault, out of memory killer albo inne ustrojstwo. Tak czy siak przerwało się i nie chciało się ponownie uruchomić. Kilkukrotne ponowne uruchomienia całego systemu i X pozwoliły na dokończenie całego procesu (który zacząłem wczoraj, a zakończyłem dzisiaj).

Wydarzyły się po drodze jeszcze trzy przykre rzeczy (tyle było widocznych). Zniknęły pliterki (trzeba było kliknąć w ustawienia regionalne), sieć przestała się sama włączać po uruchomieniu systemu (trzeba było kliknąć), Xy oszalały (okazało się, że trzeba było Xgl wyłączyć, co też nie jest oczywiste, jak to zrobić). Swoją drogą to mam jakieś wyjątkowe nieszczęście do kart graficznych pod Linuksem. Co kupię to gorsza…

No i właśnie widzę, że mi myszka szaleje. Tzn. w zasadzie nie reaguje na przesunięcie, skacze po ekranie itd.

Długa jeszcze droga przed pryszczami na desktopie…

Ubuntu vs XP

Postanowiliśmy sobie wczoraj obejrzeć serial na komputerze. Taki normalny zripowany z DVD. Okazało się, że niestety nie mam żadnego kabelka z laptopa do telewizora, więc na telewizorze nie obejrzymy. Trudno — na monitorze LCD się też da.

Po uruchomieniu, Windows Media Player zakomunikował, że nie ma kodeków. Nie udało mu się też ich zainstalować automatycznie. Ale dał jakiegoś linka. Po szeregu (ze 3 były) kliknięć, doszedłem do jakiegoś downloada no i udało się zainstalować. Teraz znowu WMP zaszumiał coś o pobieraniu kodeków, ale obraz się pokazał. Niestety bez dźwięku. W tym momencie zrezygnowałem.

Przyszła pora na Ubuntu (to ostatnie). Tutaj odtwarzacz (Totem się nazywa) również zakomunikował brak kodeków, ale spytał, czy chcę zainstalować. Chciałem. Pokazał okienko z trzeba różnymi pakietami. Na pierwszy rzut oka ciężko było powiedzieć, którego potrzebuję, więc zaznaczyłem wszystkie trzy. Po parudziesięciu sekundach wszystko było zainstalowane. Był i obraz, był i dźwięk, były i napisy (trzeba było tylko do UTF-8 przekonwertować).  To co bez sensu — napisy mógłby wyświetlać pod filmem nie na filmie. Ale był też bardziej poważny zgrzyt.  Ubuntu nie radzi sobie (bez grzebania) z podłączeniem monitora do laptopa. Co ciekawe, po uruchomieniu X z podłączonym monitorem ustawia rozdzielczość monitora, co powoduje kaszankę na ekranie laptopa. Wielki problem przy oglądaniu filmu do nie jest, ale miło by było, gdyby również to naprawili.

Podsumowując: zripowane filmy łatwiej obejrzeć na Ubuntu niż na XP. Zobaczymy, jak będzie ze zwykłym DVD.

Przygody Cona lekarza

Ostatnio głośno było o Conie Kolivasie, australijskim lekarzu, który w ramach hobbystycznej zabawy zajął się poprawianiem schedulera procesora dla Linuksa. Pamiętam jego początki, gdy zaczynał najpierw zbierać różne łatki, a potem samemu przygotowywać kod. Z jednej strony byłem zachwycony tym, jak ktoś zupełnie bez podstaw może zajmować się, jednak dość trudnymi rzeczami. To jednak jest magia Open Source, które pozwala na to. Z drugiej strony miałem potężne obawy o jakość tego, co powstanie.

Teraz Con postanowił porzucić zabawę z hakowaniem Linuksa, gdy jego scheduler został zastąpiony schedulerem CFS w głównej gałęzi jądra. Choć sam Con twierdzi, że główną przyczyną odejścia jest to, że już się tak dobrze nie bawi przy przygotowaniu nowych wersji łatek, to jednak uważam, że w dużym stopniu przemawia przez niego frustracja, że jego praca poszła w odstawkę.

Myślę, że pojawiły się tu dwa ważne aspekty. Pierwszy aspekt to wiedza i wykształcenie. Con, jako całkowicie niezwiązany z informatyką, swoją pracę opierał głównie na eksperymentowaniu (podejrzewam, że to był główny fun, który miał z hakowania). Jednakowoż, wielu mądrych ludzi wymyśliło już dużo wcześniej wiele algorytmów szeregowania, zoptymalizowanych do różnych zastosowań. Większość pracy Cona, to było jednak odkrywanie koła na nowo, które i tak nie prowadziło do powstania optymalnego rozwiązania. Uważam, że praca jednego, wykwalifikowanego specjalisty jest warta więcej (w aspekcie jakości dostarczonej projektowi) od pracy nawet pięciu entuzjastów. Trzeba jednak przyznać, że to dzięki Conowi zaczęły się intensywne prace wokół schedulera CPU w Linuksie.

Drugi aspekt to ten cały fun. Okazuje się, że (dowolna) praca sprawia frajdę tylko przez jakiś czas. Potem staje się nużącym obowiązkiem, zaczynają dochodzić coraz bardziej intensywne interakcje z otoczeniem, które wchłania efekty tej pracy. I jedyne rzeczy, które trzymają przy tej pracy, to strach przed zmianą, nadmierne poczucie obowiązku oraz emocjonalny związek ze swoim dziełem. I dotyczy to nie tylko projektów Open Source… Tym bardziej należy podziwiać Linusa i spółkę za wytrwałość, a nie zarzucać im, że interesują się nie tym, co trzeba (choć trochę prawdy w tym stwierdzeniu może być).

Mimo wątpliwości natury ogólne uważam, że Con postawił kilka ciekawych (i trafnych) tez dotyczących rozwoju i przyszłości Linuksa. Polecam lekturę wywiadu.

Google Desktop

Używam Google Desktop na laptopie z XP od jakiegoś roku. Według mnie to jeden z najlepszych produktów wypuszczonych przez Google. Wygodny w użyciu oraz działający i to działający dobrze. Czego więcej chcieć, różne Beagle mogą tylko marzyć o takiej jakości. No, może nie każdemu odpowiada interfejs do większości rzeczy przez przeglądarkę. Opublikowana kilka dni temu wersja dla Linuksa jest prawie dokładnie taka sama. Brakuje jedynie paska bocznego razem z okienkiem wyszukiwania (ale działa 2xCtrl), obsługi gadgetów i może czegoś tam jeszcze. Ładnie indeksuje maile w formacie mbox. To że działa tylko z firefoksem? Ani trochę mi to nie przeszkadza. 🙂
A że nie jest otwarte? Już dawno nauczyłem się oceniać oprogramowanie nie po kryteriach politycznych, a jakościowych. Jeśli ktoś się boi, że zawartość jego dysku zostanie wysłana do Google, zawsze pozostaje firewall.

Synchronizacja

Działa. I to pod Linuksem. Udało mi się zsynchronizować książkę adresową z Nokii 6021 do Nokii e50 bez specjalnego kombinowania. Oto recepta:

  pkot@bua:~$ msynctool --addgroup 6021toE50
  pkot@bua:~$ msynctool --addmember 6021toE50 gnokii-sync
  pkot@bua:~$ msynctool --addmember 6021toE50 syncml-obex-client
  pkot@bua:~$ msynctool --configure 6021toE50 1
  <config>
    <connection>irda</connection>
    <port>/dev/ircomm0</port>
    <model>6021</model>
  </config>
  pkot@bua:~$ msynctool --configure 6021toE50 2
  <?xml version="1.0"?>
  <config>
    <bluetooth_address>00:18:8D:68:91:3A</bluetooth_address>
    <bluetooth_channel>10</bluetooth_channel>
    <interface>0</interface>
    <identifier>PC Suite</identifier>
    <version>1</version>
    <wbxml>1</wbxml>
    <username></username>
    <password></password>
    <type>2</type>
    <usestringtable>1</usestringtable>
    <onlyreplace>0</onlyreplace>
    <onlyLocaltime>0</onlyLocaltime>
    <recvLimit>0</recvLimit>
    <maxObjSize>0</maxObjSize>
    <contact_db>Contacts</contact_db>
    <calendar_db></calendar_db>
    <note_db></note_db>
  </config>
  pkot@bua:~$ msynctool --sync 6021toE50
  [...]
  pkot@bua:~$

Chwila czekania… i voila! Zrobione!

gnokii 0.6.15

Po 8 miesiącach udało mi się w końcu wydać nową wersję gnokii. I to nie dlatego że zmian było mało, tylko dlatego że cały czas chciałem jeszcze coś poprawić. Zupełnie jakbym nic nie nauczył się na temat zarządzania projektem Open Source. Ale w końcu wyszło mi, że będę musiał zrobić małą rewolucję w kodzie, aby doprowadzić do końca to, co chciałem. Zatem już jest i ma nawet pełne polskie tłumaczenie! Taki byłem!

Teraz mam zamiar zmienić nieco sposób rozwijania gnokii. Chcę się bardziej skupić na nowych fajnych rzeczach i olać niby podstawowe rzeczy jak zgodność biblioteki wstecz. Trudno — lepiej żeby się coś działo niż żeby się nic nie działo. Będą dwa drzewa — bieżąca 0.6.x, do której będą trafiały jakieś poprawki, jeśli komuś się zechce je robić oraz nowa 0.7.x, gdzie będzie z grubsza wolna amerykanka. A planów trochę jest (wyniesienie konfiguracji telefonów do zewnętrznego pliku, dynamiczne ładowanie sterowników, obsługa Symbiana S60 v3, obsługa wszystkich nowych wynalazków, lepsza integracja z istniejącymi frontendami typu gnome phone manager). Oczywiście plany szumne, a wyjdzie jak zwykle, chyba że się znajdzie ktoś młody i ambitny, kto weźmie na siebie ciężar programowania.
Ale żeby nie było tak różowo, to oczywiście okazało się, że nie kompiluje się pod Solarisem (tfu!). Poprawki już są w CVS, ale pewnie jeszcze coś wylezie więc pewnie 0.6.16 pod koniec tygodnia.

laptok

W końcu dotarł. A było to tak. Zamówiłem i zrobiłem przelew w czwartek (ten ponad tydzień temu). Doręczenie tylko kurierem, ale za to za darmo. Napisałem w komentarzu, żeby koniecznie doręczyć po 18. W poniedziałek rano dostałem informację, że wysłane. Fajnie — zdąży na wtorek na urodziny Mai. O 12.15 telefon — Dlaczego nie ma Pana w domu??!!! Przecież ja tutaj przesyłkę doręczam!!! — Bo w pracy jestem, miał Pan przywieźć po 18. — Aha, to ja już nie mogę z Panem rozmawiać. I trach słuchawkę. Trochę się poczułem zdezorientowany. Jakiś czas później zadzwonił kolo ze sklepu, w którym kupiłem, że mi doręczą następnego dnia i po 18. I zadzwoni jeszcze podać numer listu przewozowego.

Następnego dnia okazało się, że przesyłka trafiła w ręce fantastycznej firmy kurierskiej UPS. Zadzwoniłem upewnić się, że przesyłka będzie po 18. Niestety — dostał ją kurier, który kończy pracę o 17, ale wieczorna szychta miała ją wziąć ponownie. Nie wzięła. Kolejny telefon do UPS. Tak, na pewno w środę między 18 a 21 kurier dowiezie.

Środa, 21.00. Kuriera nie ma. Telefon do UPS. Och, no rzeczywiście, kurier nie wziął dzisiaj paczki. Zupełnie nie wiem dlaczego. Ale jutro będzie po 18.

W czwartek dotarł! Ale firmy UPS nie polecam nikomu.

A laptok (Lenovo 3000 V100) bardzo fajny. Taka krótka lista spotrzeżeń po krótkim używaniu przeze mnie i przez Maję:

  • lekki, tak jak miał być
  • bateria standardowa, przy standardowych ustawieniach oszczędzania energii starcza na 2h (we viście)
  • viśta uruchamia się strasznie długo
  • viśta jest strasznie powolna (mimo, że laptok to rakieta)
  • viśta jest straszna (normalnie pojawia się okienko z informacją że wyktryto otwierające się okienko i co zrobić?)
  • można się we dwóch użytkowników na raz zalogować we viście!
  • Internet Explorer 7.0 nie jest taki zły
  • IBM/Lenovo instalują domyślnie Google Desktop (!)
  • nie lubię panoramicznych ekranów (może się przyzwyczaję)
  • logowanie przez czytnik linii papilarnych działa (w viście)
  • viśta nie jest dla zwykłego użytkownika — on się musi pogubić w gąszczu antywirusów, firewalli, wyskakujących okienek z ostrzeżeniami, pytaniami itp; więcej czasu spędza się na poskramianiu systemu niż używaniu
  • w ubuntu (7.04) działa prawie wszystko od razu: wifi (jakiś proprietarny sterownik co prawda), bluetooth, czytnik kart sd, compiz
  • nie działa na razie kamera (pod viśtą to oprogramowanie też wybitnie dziadowskie — gui jakby napisane w swingu, obraz nie jest płynny, …) i czytnik linii papiparnych (podobno są już sterowniki i oprogramowanie użytkowe); nie sprawdzałem jeszcze suspendów i hibernacji (pod viśtą jakoś to działa)

Na razie tyle spostrzeżeń. Laptok naprawdę fajoski.

Ysz ten Linux

No nie może być tak żeby się nie zmieniło i żeby jakoś samo zadziałało po zmianie. Otóż teraz inaczej się korzysta z Bluetooth pod Linuksem. A konkretnie inaczej się paruje urządzenia. Kiedyś było tak, że się w pliku konfiguracyjnym /etc/bluetooth/hcid.conf umieszczało zmienną pin_helper wkazującą na program zwracający PIN (czy to zahardkodowany, czy wyświetlający pop-up i wczytujący dane od użytkownika). Dzisiaj chciałem sobie doparować do komputera kolejny telefon, a tu… dupa. Krótka inwestygacja pokazała w logach:

Apr 11 21:30:54 localhost hcid[14331]: call_passkey_agent(): no agent registered

I cóż się okazało po krótkim googlaniu? Otóż pin_helper jest już be. Najnowsza moda każe rejestrować wszystko w DBUS. I teraz zamiast konfigurować po staremu, należy uruchomić passkey-agent podając mu jako argument ten sam program, który był podany w pin_helper. No żesz…

Google Summer of Code 2007

W tym roku postanowiłem zgłosić gnokii do Google Summer of Code. Pomysł wydaje się być fajny, może coś by się szybciej ruszyło do przodu. Niestety projekt nie został zaakceptowany. Ani słowa wyjaśnienia dlaczego. To dość dziwne, bo trochę wygląda jak kółko wzajemnej adoracji (większość projektów powtarza się co roku). Wydaje się, że warto by upublicznić kryteria według jakich są akceptowane projekty, nawet jeśli to widzimisię szanownego jury.
No cóż, szkoda…

Wiekopomne odkrycie

Ostatnio przez przypadek dokonałem ciekawego odkrycia. Wszystkie desktopo-laptoki, z których korzystam mają 1GB RAM. Firefox na nich uruchomiony potrafił zająć nawet 80% pamięci. Zajmowało mu to ze 2-3 dni, ale potem nie dało się nic więcej zrobić (nawet zamknąć w sposób kulturalny). Głównym winnym okazał się GMail (czyli zapewne obsługa JavaScriptu). Natomiast większą niespodzianką jest to, że jeśli pamięć jest zajęta przez inne programy, to Firefox tak nie puchnie! Po tygodniu czasu nie zajmuje więcej niż 350MB RAM i jest całkiem responsywny. Może jakaś zrzutka na RAM dla deweloperow Firefoksa? Bo ewidentnie mają go za mało…