Brak pamięci czyli skleroza

Wczoraj bua dostała spazmów i odmówiła dalszego działania. Okazało się, że skończyła się pamięć (cała!) i Linux zajmował się mieleniem dysku i niczym innym. Żadne próby reanimacji nie przyniosły skutku. Po restarcie wywaliłem swap. Stwierdziłem, że najwyżej ubije mi jakąś (firefoksa) aplikację i dalej będzie działać. A firefox umie odtworzyć ostatnio przeglądane strony. Więc w sumie OK. Ale nic z tego. Bez swapa, jak się skończy pamięć, Linux również zajmuje się głównie mieleniem dysku. Tylko nie wiem co on tam mieli. Tym razem przynajmniej udało się odratować i jakoś ubić firefoksa co pozwoliło na uniknięcie restartu.

Zużycie pamięci wygląda następująco:

Firefox (3.5.4pre) w chwili screenshota miał 23 otwarte zakładki.

Co robić, Droga Redakcjo?

Nowe łubudubu

Zdecydowałem się wczoraj wieczorem na aktualizację do Jaunty Jackalope czy czegoś takiego. Wrażenia następujące:

  • w zasadzie aktualizacja przeszła bez zgrzytów: instalacja pakietów zajmuje więcej czasu niż ich ściągnięcie (na moim łączu domowym), ale w sumie tak wszystko się zmieściło poniżej 3 godzin
  • w trakcie instalacji na jakiś czas przestała działać myszka, co było dość upierdliwe: pojawiały się okienka z pytaniem o zachowanie mojej konfiguracji, które trzeba było obsłużyć klawiaturą
  • w trakcie instalacji przestała działać sieć — chociaż pewnie można by włączyć ją ręcznie
  • po raz kolejny były trzy różne dialogi dotyczące zachowania instniejącej konfiguracji
  • grub wziął nie tę domyślną konfigurację, którą powinien (choć to pewnie moja wina przy pytaniu dotyczącym zachowania konfiguracji) i musiałem się dodatkowo zrestartować żeby wyłączyć noapic i irqpoll
  • w firefoksie zniknął flash — pewnie dało się to rozwiązać inaczej, ale ja łopatologicznie rozwiązałem problem: odinstaluj, zainstaluj
  • włączyło się beepanie takie systemowe (to na szczęście udało się szybko wyłączyć)
  • ale widzę niestety że coś dźwięk niedomaga — zaraz będę sprawdzać, co się stało

GPL V3 a patenty

Jakoś do tej pory problemy związane z GPLv3 mnie nie obchodziły. Ktoś tam co jakiś czas pomstował na tę licencję, Linus odmówił kategorycznie używania tej licencji, coś tam się działo. Ale wczoraj miałem szkolenie wewnętrzne na temat Open Source. Gros szkolenia poświęcone było kwestiom licencyjnym. No i się okazało, że w myśl GPLv3, jeśli pracownik HP w ramach wykonywania obowiązków służbowych skompiluje u klienta jakąś aplikację udostępnianą na GPLv3, oznacza to że HP udziela royalty-free (nie wiem jak to się dobrze tłumaczy) licencji na wszystkie patenty posiadane przez HP, które wykorzystuje ta aplikacja. Normalnie łał. I faktycznie:

A “contributor” is a copyright holder who authorizes use under this License of the Program […]

A contributor’s “essential patent claims” are all patent claims owned or controlled by the contributor […]

Each contributor grants you a non-exclusive, worldwide, royalty-free patent license under the contributor’s essential patent claims[…]

Załubudubowienie

No i stało się. Mamy już wszystko złubudubuwione. Ostatni bastion — raketa — padł. Chciałem napisać dużo złych rzeczy na temat instalacji Ubuntu, ale okazało się, że prawie wszystkie problemy wynikły z tego, że napęd CD był zepsuty. Jednakowoż parę problemów instalacyjnych Ubuntu występuje:

  • sztuczna inteligencja instalatora wykrywa niby wszystkie partycje, ale jakoś nie potrafi odtworzyć układu, który był poprzednio (wydaje mi się, że poprzednia wersja, której używałem to potrafiła),
  • ta sztuczna inteligencja nie potrafi również odczytać ilości wolnego miejsca na niektórych partycjach,
  • dodatkowo pokazuje inne rzeczy niż fdisk; według fdiska cały dysk jest zajęty, instalator widzi jeszcze 24MB wolne,
  • wykrywanie tych partycji wszystkich jest potwooooooooooooornie wolne,
  • tworząc nowego użytkownika nie można mu katalogu domowego ustawić na istniejący katalog; trzeba podać nowy i za chwilę zmienić na istniejący; bezsensu,
  • konfiguracja sieci jest dość nieintuicyjna — nie wiem do czego służą te profile roamingowe i jak ich używać, ale brakuje mi następujących rzeczy:
    • uruchomienia na interfejsie sieciowym serwera dhcp,
    • udostępnienia Internetu przez któryś interfejs sieciowy.

Poza tym wszystko z grubsza działa.

Oprócz tego mieliśmy upgrade wordpressa (czyli tej portalii) oraz mediawiki. Niestety przy przenoszeniu bazy i upgrade MySQLa się coś straszliwie pokaszaniło z kodowaniem w mediawiki ustawionym na język polski. Próbowałem coś podłubać w tym MySQLu, ale to jakoś bezsensu jest tam porobione i dałem sobie szybko spokój.

W ramach walki ze spamem pojawiły się: graylist do postfixa oraz reCAPTCHa na portalii. Wygląda na to jednak że reCAPTCHa słabo działa, bo już dostałem kilka spamerskich rejestracji użytkowników. Niestety pogłębił się problem z działaniem OpenID. Wygląda na to, że działa jeszcze gorzej niż działało. Naprawienie tego wymaga jakiegoś głębokiego grzebania w dziwnych bibliotekach i PHP, a mnie się już nie chce. Ale cóż: nie od dziś wiadomo, że w Debianie się nie da…

No i jeszcze jedno, co przed chwilą zauważyłem: sprawdzanie pisowni w firefoksie działa jakoś wybiórczo.

Zabawki

Zbieram różne fajne zabawki, ale dawno się żadną nie chwaliłem. Zatem dzisiaj zabawki z ostatniego pół roku w skrócie.

Nokia n810
Na pierwszy ogień tablet internetowy Nokii. Byłem zaskoczony, że ten Linux zainstalowany tam w zasadzie działa. Działa WiFi, działa Bluetooth, działa przeglądanie internetu, działa chat, działa konsola i ssh, działa odtwarzanie muzyki i oglądanie filmów. Ekran dotykowy działa bezproblemowo. Ale nie jest tak różowo. Parę mankamentów:

  • dostałem (kupiłem) go z niemieckim układem klawiatury 😦
  • aktualizacja mapy (dla jakiejś Nokiowej aplikacji) zwraca błąd przy próbie aktualizacji normalnej; od 4 miesięcy
  • nie jest to demon prędkości, działa naprawdę wolno, a jak jest otwartych wiele okienek przeglądarki, to lepiej nie mówić
  • bateria przy włączonym WiFi starcza tylko na kilka godzin
  • „obsługa” hardłerowa nie jest zbyt intuicyjna

Ogólnie mówiąc, zabawka dość przyjemna i nawet zaskakująca swoją funkcjonalnością, ale nie warta ceny.

iPAQ 100
Drugą zabawką jest iPAQ 114. Kupiony jako następca iPAQ 4150. Ma służyć głównie jako nawigacja do samochody plus czasem jakaś funkcja rozrywkowa. Krótkie podsumowanie jego cech:

  • nieco brzydszy niż 4150
  • w pudełku nie dają podstawki (nie wiem czy da się jakąś kupić)
  • zasilanie tylko przez port USB (i ładowarka samochodowa musi mieć jakąś odpowiednią moc)
  • ta generacja Windowsa jest znacznie lepsza niż poprzednia
  • Bluetooth się nie zawiesza
  • przy okazji Autopilot znacznie się poprawił pod względem wygody używania
  • tym razem miałem straszne problemy z naklejeniem folii ochronnej na ekran — jest chyba ciut mniejszy niż w 4150
  • nieźle się komponuje w c-maxie 🙂

Moim zdaniem doskonale spełnia swoje zadanie. Jeśli ktoś potrzebuje niezbyt wyszukanego pocketa za niewygórowaną cenę, to polecam.

HP Voice Messenger
Ostatnia zabawka to pracowy telefon: HP iPAQ 514 Voice Messenger. No i to jest dramat maksymalny. Nigdy nie używałem jeszcze tak niewygodnego telefonu. Jedyna pozytywna rzecz, którą mogę o nim powiedzieć, to to, że ma pełnotekstowe wyszukiwanie numeru (w sensie po nazwie i po numerze). Choć bardzo staram się go używać i bardzo staram się go polubić, to jednak nie mogę. Coś w nim jest bardzo nieudanego. Natomiast doczekał się już następcy: HP iPAQ 614, który robi naprawdę dobre wrażenie.

Ubuntu Hudy Hyc

Napisało mi dziś Ubuntu, że jest nowa wersja. Długi weekend idzie, to pomyślałem, że będzie kiedy naprawiać. No i klik.

Ściągało się i mieliło przez jakąś godzinę. W międzyczasie jakieś ikonki mi znikały i pojawiały się, firefox się wywalił, ale myślę „trudno, trzeba przeboleć”. W międzyczasie pyta, czy zastąpić stare pliki konfiguracyjne nowymi, pokazując różnice. Tutaj dwie uwagi:

  • nie ma możliwości połączenia plików (nawet ręcznego),
  • z niewiadomych przyczyn dla konfiguracji Samby jest to zrobione inaczej — przy pomocy dziwnego wizarda, ale dokładnie te same opcje są dostępne.

Na koniec dostałem pytanie, czy odinstalować pakiety, które nie mają swoich odpowiedników w nowej wersji Łubudubu. To trochę ryzykowne, bo tych pakietów z 80 się pokazało. Mogli spróbować się większym sprytem wykazać przy tej okazji.

Wreszcie restart. Wszystko pięknie się uruchamia i… czarno. Absolutnie czarno. NumLock, CapsLock działają, ale ani ctrl-alt-backspace, ani ctrl-alt-del, ani ssh, ani nic. No więc mu z kopa i uruchamia się jeszcze raz. No i dokładnie tak samo. Buech. To się długi weeeeeeekend szykuje. Ale uruchomiłem jeszcze raz w jakimś bezpiecznym trybie. Bezpieczny tryb oznacza uruchomienie bez pięknego obrazka we framebufferze, z logami procesu uruchamiania przelatującymi przez ekran. W pewnym momencie pojawia się okienko (tekstowe)  z pytaniem, czy uruchomić normalnie Xy, czy przejść do konsoli jako root, czy naprawić Xy. No to kliknąłem, żeby naprawił. Coś pomielił, mignął i znowu to samo okienko. Asekuracyjne kazałem przejść na konsolę jako root. Z pewną taką nieśmiałością startx i… działa.

No to restart (pewnie jakiś init 3 czy init 5 by zadziałał, ale co tam). No i włala! Miodzio normalnie. Wszystko rozpoznał. Wyłączył „własnościowe” sterowniki do karty graficznej (to pewnie przez nie widziałem ciemność). Z minusów, które się objawiły:

  • firefox 3 jest brzyyyyydal,
  • firefox 3 jest niestabilny (tzn. wywala się losowo),
  • umarło mi myszkę psową:

[  404.402838] psmouse.c: Mouse at isa0060/serio1/input0 lost synchronization, throwing 1 bytes away.
[  405.443479] psmouse.c: resync failed, issuing reconnect request
[  405.646918] psmouse.c: Failed to reset mouse on isa0060/serio1
[  417.175978] psmouse.c: Failed to enable mouse on isa0060/serio1

  • glx* rzuca segfaultem.

A poza tym chyba wszystko działa. Wyjątkowo nieźle, aczkolwiek pewnie i tak większość ludzi sobie nie poradzi.