Racjonalizacja

Tak mnie dziś w metrze naszło, że co tam wiek, co tam płeć, w ogóle nie w tych kategoriach powinno się rozpatrywać ustępowanie miejsca. Mój pomysł racjonalizatorski polega na tym, że nieczytający powinni ustępować miejsca czytającym; czytający gazety tym, którzy czytają książki! Same zalety tego pomysłu widzę. Stojący czytający są mniej stabilni od nieczytających. Poza tym wiadomo – te ludzie co czytają, to są te inteligientne, więc im się należy (znaczy mi też). Dlatego postuluję – bez książki nie siadaj! I to by było na tyle, że zacytuję klasyka.

No kultury trochę…

Odchamiłam się dziś jak nie wiem co. Nie żeby z własnej inicjatywy, bez przesady, ale zostałam zaproszona do Teatru Powszechnego na „Czarownice z Salem”. I pewnie sama tak z siebie to bym z wrodzonej nieśmiałości i niepewności nic o samej sztuce nie napisała, zainspirowała mnie dopiero trójka nastolatków, z którymi jechałam potem tramwajem. Dowiedziałam się, że sztuka nie jest ponadczasowa i jest dzisiaj zupełnie niezrozumiała, bo przecież nie dałoby się zrobić takiej nagonki na czarownice tylko dlatego, że jeden człowiek coś drugiemu powiedział, co obciążało trzeciego. Odbyła się jeszcze dyskusja o miejscu akcji, czy to Anglia, czy jednak obecne Stany Zjednoczne; udało się też ustalić czas akcji. Ciekawy komentarz był taki, że inscenizacja odwołuje się do aktualnej sytuacji w Polsce, zupełnie jak dowolna inscenizacja dowolnej komedii (nie zauważyłam żeby te „Czarownice” były komedią). Poznałam też interpretację elementu scenografii – wielkiej blachy zawieszonej pod pewnym kątem pod sufitem, robiącej za lustro – w zamyśle reżysera w tym lustrze było widać świat tak, jak go widzi Bóg – ta interpretacja naprawdę mi się spodobała, sama bym na nią nie wpadła.

A na koniec jeden z nastolatków opowiedział drugiemu jak wspaniale się żyje odkąd skończył już studia i poszedł do pracy…

Das model

Tak sobie pomyślałam, że jak bym się trochę się zawzięła, to bym się nawet mogła zainteresować bardziej muzyką rozrywkową. Ale pewnie się (jak zwykle) nie zawezmę i nic z tego. Ale nawet jeśli nie, to i tak mogę się bawić godzinami youtube wyszukując moje ulubione kawałki. Na przykład ten:

Uwielbiam ich, wyglądają w tym teledysku jak zahipnotyzowani chłopcy z hitlerjugend a nie z Kraftwerk. O samej muzyce to już w ogóle nie trzeba nawet wspominać – cudna jest ta elektronika, nie zakłócona żadnymi niepotrzebnymi instrumentami! A w ogóle moim idolem został ten najbardziej z prawej – ma wieeelkie klawisze, a na teledysku naciska chyba tylko jeden. Normalnie mogłabym chyba być muzykiem w takim zespole!

O nowej pracy śnić

Śniło mi się dziś, że zapomniałam pójść do nowej pracy pierwszego jej dnia, a drugiego dnia zaspałam i się zastanawiałam, czy się spóźniać, czy już sobie darować. Co to może znaczyć, droga redakcjo?

Ciepło, ciepło, gorrąco

No naprawdę nie mogę przywyknąć do tego zwyczaju, ale chyba muszę się z nim pogodzić… Mam tylko dodatkową obserwację: te rozstawione nóżki to jednak tylko młodsi praktykują, starsi panowie zwykle siedzą grzecznie z nóżkami złączonymi. Czyli można!
A dziś rano atak nagłej agresji spowodowało u mnie inne zjawisko. Zupełnie nie rozumiem dlaczego całe rzesze młodych facetów chodzą w czapce w październiku, przy temperaturze 10 stopni Celsjusza! Czapki mają oczywiście okropne – włóczkowe mycki. Pewnie mamusia mówiła, żeby nie marznąć i pewnie jeszcze zachęcała do mycia się raz w tygodniu, bo częściej to niezdrowo… Ale te mycki to wkurzają mnie głównie dlatego, że wkurza mnie polska mania przegrzewania wszystkiego – ciał, pomieszczeń (bo od smrodku nikt nigdy nie umarł, a od mrozu cała armia Napoleona), napojów (cola z dodatkiem ciepłej wody)…
Ja tam wolę wszystko z lodem albo choćby z lodówki – jak w Ameryce! I koniecznie bez czapki, no chyba, że naprawdę mróz przyciśnie…

Taksówki i inne

Dawno, dawno temu, mniej więcej 2 lata temu, postanowiłam postudiować podyplomowo. I wszystko super, gdyby nie to, że raz w miesiącu zajęcia były w niedzielę na 8 rano. Zestawienie dnia tygodnia i pory dnia zatrważające na tyle, że postanowiłam wtedy skorzystać z taksówki, żeby nie musieć wstawać po ciemku i w ogóle by zażyć trochę komfortu. Komfort okazał się jednak pozorny, bo taksówkarze kolejnych korporacji w niedzielę rano byli okropnie rozmowni. Jeden mi nawet wytłumaczył dlaczego tak się dzieje: po prostu pracują od sobotniej nocy i muszą coś mówić, żeby nie zasnąć za kierownicą. Ten sam pan mi tłumaczył, że jedzie tak wolno, bo w al.Niepodległości jest zielona fala przy 60 km/h. Akurat! Poza tym były jeszcze zwierzenia życiowe, polityka, pogoda i wszelkie inne tematy, które wiadomo gdzie można mieć w niedzielę przed 8 rano. Problem rozmownych i nadmiernie wymęczonych taksówkarzy rozwiązałam za pomocą MPT – taksówkarze z MPT nie bywali po nocy, poza tym nie gadali! Bajka. Od tej pory przy rozwiązywaniu problemu komunikacyjnego posługuję się głównie MPT i zawsze jest git. A raczej było git, do ostatniej soboty…
W przedwyborczą sobotę wracałam do domu taksówką MPT, ale pan taksówkarz chyba zapomniał dla jakiej firmy pracuje! Całą drogę ze Śródmieścia na Kabaty (Łóds) opowiadał mi różne historie – że żona go rzuciła, że dzieciom pokupował mieszkania, że ma dom po pradziadku pod Warszawą, że jest już stary, że mały brat patrzy i o Marksie i o komunizmie. Pewnie niepotrzebnie wchodziłam z nim w interakcje, ale wyraźnie tej interakcji potrzebował. W dodatku jechał tak wolno, że aż mi się wszystkiego odechciało. I gdzie ja mam teraz zamawiać taksówki, droga redakcjo?
A poza tym to wygrał Kimi, któremu kibicowałam! Ha!