Das model

Tak sobie pomyślałam, że jak bym się trochę się zawzięła, to bym się nawet mogła zainteresować bardziej muzyką rozrywkową. Ale pewnie się (jak zwykle) nie zawezmę i nic z tego. Ale nawet jeśli nie, to i tak mogę się bawić godzinami youtube wyszukując moje ulubione kawałki. Na przykład ten:

Uwielbiam ich, wyglądają w tym teledysku jak zahipnotyzowani chłopcy z hitlerjugend a nie z Kraftwerk. O samej muzyce to już w ogóle nie trzeba nawet wspominać – cudna jest ta elektronika, nie zakłócona żadnymi niepotrzebnymi instrumentami! A w ogóle moim idolem został ten najbardziej z prawej – ma wieeelkie klawisze, a na teledysku naciska chyba tylko jeden. Normalnie mogłabym chyba być muzykiem w takim zespole!

O nowej pracy śnić

Śniło mi się dziś, że zapomniałam pójść do nowej pracy pierwszego jej dnia, a drugiego dnia zaspałam i się zastanawiałam, czy się spóźniać, czy już sobie darować. Co to może znaczyć, droga redakcjo?

Ciepło, ciepło, gorrąco

No naprawdę nie mogę przywyknąć do tego zwyczaju, ale chyba muszę się z nim pogodzić… Mam tylko dodatkową obserwację: te rozstawione nóżki to jednak tylko młodsi praktykują, starsi panowie zwykle siedzą grzecznie z nóżkami złączonymi. Czyli można!
A dziś rano atak nagłej agresji spowodowało u mnie inne zjawisko. Zupełnie nie rozumiem dlaczego całe rzesze młodych facetów chodzą w czapce w październiku, przy temperaturze 10 stopni Celsjusza! Czapki mają oczywiście okropne – włóczkowe mycki. Pewnie mamusia mówiła, żeby nie marznąć i pewnie jeszcze zachęcała do mycia się raz w tygodniu, bo częściej to niezdrowo… Ale te mycki to wkurzają mnie głównie dlatego, że wkurza mnie polska mania przegrzewania wszystkiego – ciał, pomieszczeń (bo od smrodku nikt nigdy nie umarł, a od mrozu cała armia Napoleona), napojów (cola z dodatkiem ciepłej wody)…
Ja tam wolę wszystko z lodem albo choćby z lodówki – jak w Ameryce! I koniecznie bez czapki, no chyba, że naprawdę mróz przyciśnie…

Taksówki i inne

Dawno, dawno temu, mniej więcej 2 lata temu, postanowiłam postudiować podyplomowo. I wszystko super, gdyby nie to, że raz w miesiącu zajęcia były w niedzielę na 8 rano. Zestawienie dnia tygodnia i pory dnia zatrważające na tyle, że postanowiłam wtedy skorzystać z taksówki, żeby nie musieć wstawać po ciemku i w ogóle by zażyć trochę komfortu. Komfort okazał się jednak pozorny, bo taksówkarze kolejnych korporacji w niedzielę rano byli okropnie rozmowni. Jeden mi nawet wytłumaczył dlaczego tak się dzieje: po prostu pracują od sobotniej nocy i muszą coś mówić, żeby nie zasnąć za kierownicą. Ten sam pan mi tłumaczył, że jedzie tak wolno, bo w al.Niepodległości jest zielona fala przy 60 km/h. Akurat! Poza tym były jeszcze zwierzenia życiowe, polityka, pogoda i wszelkie inne tematy, które wiadomo gdzie można mieć w niedzielę przed 8 rano. Problem rozmownych i nadmiernie wymęczonych taksówkarzy rozwiązałam za pomocą MPT – taksówkarze z MPT nie bywali po nocy, poza tym nie gadali! Bajka. Od tej pory przy rozwiązywaniu problemu komunikacyjnego posługuję się głównie MPT i zawsze jest git. A raczej było git, do ostatniej soboty…
W przedwyborczą sobotę wracałam do domu taksówką MPT, ale pan taksówkarz chyba zapomniał dla jakiej firmy pracuje! Całą drogę ze Śródmieścia na Kabaty (Łóds) opowiadał mi różne historie – że żona go rzuciła, że dzieciom pokupował mieszkania, że ma dom po pradziadku pod Warszawą, że jest już stary, że mały brat patrzy i o Marksie i o komunizmie. Pewnie niepotrzebnie wchodziłam z nim w interakcje, ale wyraźnie tej interakcji potrzebował. W dodatku jechał tak wolno, że aż mi się wszystkiego odechciało. I gdzie ja mam teraz zamawiać taksówki, droga redakcjo?
A poza tym to wygrał Kimi, któremu kibicowałam! Ha!

Don Valentino Anderson

Testowanie oprogramowania bywa pewnie nudne; tak naprawdę to nie wiem, bo generalnie nie testuję, za to nadzoruję jakieś testy. W trakcie tego nadzorowania czasem przeglądam dane testowe. Czasem są ciekawe. Klientem testowym włoskich banków bardzo często jest Valentino Rossi, u Holendrów dominuje (!) Pamela Anderson. Ostatnio wypatrzyłam jeszcze Don Diego Della Vega w jakiejś hiszpańskiej płatności. Się tak zastanawiam jakiego rodzimego bohatera mogliby wykorzystać nasi testerzy, żeby rozbawić tych tam w Europie. Może Adam Małysz by się nadał?

Nobel

Okrutnie jestem zawiedziona tegorocznym literackim Noblem. Tak liczyłam, że w końcu dadzą tego Nobla Philipowi Rothowi i będę szpanować oczytaniem w dziełach noblisty i w ogóle poczuję się tak yntelektualnie. A tu kicha, znowu mu nie dali. No dlaczego, ja się pytam, dlaczego?!

A mi to lotto!

W telewizji Polsat pojawił się niedawno program normalnie rozrywkowy, chociaż jego rozrywkowość nie jest chyba zamierzona. Ten program to losowanie Lotto (d. totolotek vel totalizator sportowy), ale tylko wtedy, gdy prowadzi go NOWY PAN. jak pierwszy raz zobaczyłam PANA w akcji, to myślałam, że to program kabaretowy i ktoś po prostu umiejętnie parodiuje to losowanie… Nie wiem kto wpadł na pomysł zatrudnienia tego Pana, czy to Polsat, czy sam totalizator, w sumie mniejsza z tym. Ważne, że Pan jest niezwykle entuzjastycznie nastawiony do swojej pracy, operuje bardzo rozbudowaną gestykulacją i modulowanym głosem, wyraźnie wzruszają go różne rodzaje losowań, duże, małe lotki, szczęśliwe i nieszczęśliwe numerki. Oprócz treści właściwych dla programu, który prowadzi przemyca też tak zwane elementy humorystyczne. Nie dalej jak w sobotę Pan zaprezentował również ciekawą choreografię, gdy tanecznym krokiem podążał w kierunku swojej ulubionej maszyny losującej… Mam nadzieję, że pan się nie zmanieruje zbyt szybko; mam też nadzieję, że w końcu ktoś go nagra i umieści na jakimś youtube; w każdym razie obiecał, że wystąpi 9 października, czyli już jutro. Stay tuned!

Przygody drogowe

W ogóle nic to, że panu na Jasnej ktoś zablokował pas przez co pan mi zablokował pasy i nie bardzo mogłam przejść i jeszcze mi wygrażał i w ogóle nie robi na mnie wrażenia to, że kierowcy skręcający w prawo z placu Powstańców Warszawy w Świętokrzyską mają w nosie pieszych i przejeżdżają między nimi. Wrażenie na mnie zrobiło za to dzisiaj dwóch kierowców stojących na znanej, jak na tę okolicę szerokiej, arterii (pod)warszawskich Kabat (ang. Kabaty Woods), ulicy Jerzego Zaruby. Kierowcy ci, zanim przystanęli, poruszali się najprawdopodobniej w przeciwnych kierunkach i chyba się dobrze znali, bo przystanęli po to, żeby pogadać. Każde przy krawężniku po swojej prawej; pseudoterenowe Volvo w kierunku odleśnym, a niewielki Citroen w kierunku przyleśnym. Zupełnie nie zraziło ich to, że pośrodku zostawili wąziutki przejazd na jeden nieszeroki samochód. I to wcale nie było tak, że akurat nikt nie jechał… Gratuluję pomysłowości i wierzę, że temat wymagający omówienia był tak ważki, że usprawiedliwił ten postój.

Metrem

Z okazji niedawno ogłaszanej na blogasku zmiany zatrudnienia całkowicie przerzuciłam się na dojeżdżanie metrem, co nasiliło częstość pewnych wydarzeń i obserwacji. Obserwacja na dziś, albo nawet na ten tydzień, jest taka, że istotna większość facetów siada z rozstawionymi nogami, a im większy facet, tym większy kąt między nogami. Niektórzy to spokojnie dwa miejsca w ten sposób zajmują i w ogóle się nie stresują jak ktoś usiądzie obok nich – nóżki pozostają rozstawione, a ten biedak obok ma problem, że w ogóle ma nóżki, bo miejsca na nie to nie za bardzo. Brak „kultury trochę!” mnie jednak specjalnie nie dziwi, zastanawiam się tylko po co tak się siada? Ja rozumiem, że nie jest zbyt wygodnie siedzieć z kolankiem obok kolanka, no ale żeby tak od razu kąt rozwarty?! Nurtuje mnie to bardzo; czekam na podpowiedzi.

Boski Jack, czyli sobotnie wyznanie

Nie pisałam o tym wcześniej, ale to od dawna najprawdziwsza prawda… W czasach podstawówki jakoś nie kochałam się w Limahlu, ani w Pawle Stasiaku z Papa Dance, w ogóle nie przypominam sobie, żebym się kochała w jakimś piosenkarzu albo szarpidrucie. Teraz jestem za stara i mi nie wypada, ale jak bym była młodsza, to bym się zakochała w Jacku White z White Stripes. Na zabój.