O nieprzystosowaniu

Tak się stało, że mi się nie urosło. Się rosło do pewnego momentu, a potem stop, koniec. Metr sześćdziesiąt, po hamerykaniesku pięć stóp i cztery cale i nic więcej. Zdarza się, nawet najlepszym, dajmy na to takiemu prezydentu albo premieru… Tylko, że taki wzrost niestety jest niekompatybilny z koncertami ‚stadionowymi’. Na Rolling Stonesach najpierw atakował mnie pan plecami, znaczy jego plecy przesłaniały mi dokładnie widok, potem jakaś pani próbowała mnie unieszkodliwić za pomocą łokcia wkładanego w oczodół.
Dlatego mam postulat: sektory na koncertach powinny być wypełniane według wzrostu! Mali jak najbliżej sceny, a więksi dalej od sceny. Można by zrobić nawet kontrolę skrajni, taką jak dla samochodów – masz więcej niż metr sześdziesiąt – fora z pierwszych rzędów! Bardzo mi się podoba ta koncepcja, bardzo! Odstąpię za darmo organizatorowi każdego koncertu, na który będę chciała się wybrać.

Reklamy

Koniec Listy Przebojów?

Marek Niedźwiedzki odchodzi z Trójki. To koniec jakiejś epoki. Moje gusta muzyczne różnią się od jego gustów diametralnie, ale Listę Przebojów zawsze lubiłem słuchać. W ogóle lubiłem go słuchać (tak, jak wielu redaktorów z Trójki). Może w Radiu Złote Przeboje (to chyba dawna Pogoda, nie?) będzie równie fajnie, ale to jednak już nie będzie to samo. I Lista Przebojów zapewne zniknie. Ale nic nie może przecież wiecznie trwać…

Powodzenia, Panie Marku!

Przygody Cona lekarza

Ostatnio głośno było o Conie Kolivasie, australijskim lekarzu, który w ramach hobbystycznej zabawy zajął się poprawianiem schedulera procesora dla Linuksa. Pamiętam jego początki, gdy zaczynał najpierw zbierać różne łatki, a potem samemu przygotowywać kod. Z jednej strony byłem zachwycony tym, jak ktoś zupełnie bez podstaw może zajmować się, jednak dość trudnymi rzeczami. To jednak jest magia Open Source, które pozwala na to. Z drugiej strony miałem potężne obawy o jakość tego, co powstanie.

Teraz Con postanowił porzucić zabawę z hakowaniem Linuksa, gdy jego scheduler został zastąpiony schedulerem CFS w głównej gałęzi jądra. Choć sam Con twierdzi, że główną przyczyną odejścia jest to, że już się tak dobrze nie bawi przy przygotowaniu nowych wersji łatek, to jednak uważam, że w dużym stopniu przemawia przez niego frustracja, że jego praca poszła w odstawkę.

Myślę, że pojawiły się tu dwa ważne aspekty. Pierwszy aspekt to wiedza i wykształcenie. Con, jako całkowicie niezwiązany z informatyką, swoją pracę opierał głównie na eksperymentowaniu (podejrzewam, że to był główny fun, który miał z hakowania). Jednakowoż, wielu mądrych ludzi wymyśliło już dużo wcześniej wiele algorytmów szeregowania, zoptymalizowanych do różnych zastosowań. Większość pracy Cona, to było jednak odkrywanie koła na nowo, które i tak nie prowadziło do powstania optymalnego rozwiązania. Uważam, że praca jednego, wykwalifikowanego specjalisty jest warta więcej (w aspekcie jakości dostarczonej projektowi) od pracy nawet pięciu entuzjastów. Trzeba jednak przyznać, że to dzięki Conowi zaczęły się intensywne prace wokół schedulera CPU w Linuksie.

Drugi aspekt to ten cały fun. Okazuje się, że (dowolna) praca sprawia frajdę tylko przez jakiś czas. Potem staje się nużącym obowiązkiem, zaczynają dochodzić coraz bardziej intensywne interakcje z otoczeniem, które wchłania efekty tej pracy. I jedyne rzeczy, które trzymają przy tej pracy, to strach przed zmianą, nadmierne poczucie obowiązku oraz emocjonalny związek ze swoim dziełem. I dotyczy to nie tylko projektów Open Source… Tym bardziej należy podziwiać Linusa i spółkę za wytrwałość, a nie zarzucać im, że interesują się nie tym, co trzeba (choć trochę prawdy w tym stwierdzeniu może być).

Mimo wątpliwości natury ogólne uważam, że Con postawił kilka ciekawych (i trafnych) tez dotyczących rozwoju i przyszłości Linuksa. Polecam lekturę wywiadu.

Rolling Stonez

Żałoba narodowa olana, ale warto było popatrzeć jak się dziadki żwawo ruszają. Koncert po prostu za-je-bis-ty. Muzycznie tylko trochę Keith Richards się nie popisał na wokalu. Ale on jest tak brzydki, tak uroczy, i z drzewa spadł, że trzeba mu wybaczyć.

Niespodzianką był wyjazd sceny w połowie koncertu kilkadziesiąt metrów wgłąb publiczności. Byliśmy 10 metrów od Micka Jaggera! Atoci! I było na pleksi koło Charliego Wattsa widać napisany zaplanowany repertuar koncertu 🙂 Tyle, że jak scena wyjechała, to było znacznie gorzej słychać. No, ale coś za coś.

Repertuar całkiem w porzo: było Paint It Black, było You Can’t Always Get What You Want. Były standardowe hiciory: Start Me Up, Honky Tonk Woman, Miss You, Brown Sugar, It’s Only Rock’n’Roll, Jumping Jack Flash, Satisfaction. Była pani wokalistka chórkowa, która śpiewała 10 razy lepiej od Jaggera. Nie było żadnej balladki w stylu Angie. No ale niestety nie było Sympathy for the Devil 😦 I trwało 2 godziny zamiast obiecanych 2,5…

A. No i są już nędzne fotki z telefonu. Ale cokolwiek widać (kliknij zdjęcie, żeby przejść do galerii).

Koncert się rozpoczyna

Notyfikacje z Googla (google–)

Google Calendar wprowadził jakiś czas temu powiadomienia SMS (też email i popup) o zdarzeniach. No i tak jak strona przeglądarkowa jest w miarę dobrze zrobiona (choć brakuje mi paru opcji: wyślij notyfikację rano, wyślij rano plan dnia), to część SMSowa jest zrobiona fatalnie.

Po pierwsze za każdym razem dostaję dwa SMSy. Nie mam pojęcia dlaczego, a treść dwóch bez problemu zmieściłaby sie w jednym. Po drugie (które wynika częściowo z po pierwsze) są maksymalnie nieczytelne. Dzisiaj dostałem takie dwa SMSy:

(1/2)Reminder: The Rolling Stones at Służewiec @ 2007-07-25 in

(2/2)Służewiec, Warszawa, Poland (Pawel Kot)

Jest to tak beznadziejnie beznadziejne, że nie mogę. Ale ja jestem dziwny i mi przeszkadza wiele rzeczy, które nie przeszkadzają innym.