Jest ich dwóch

Okazuje się, że wybuch długopisu to była tylko przygrywka. Otóż długopis był w zmowie z krawężnikiem! Zostałem dziś przez krawężnik zaatakowany. Oto skutek: kolano

Teraz boję się otworzyć lodówkę…

BALLpen

Jak to mam w brzydkim zwyczaju, bawiłem się wczoraj długopisem (tak normalnie: klik, klik, włącz, wyłącz). Aż tu z nienacka (nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji!), długopis wystrzelił mi kulką i odrobiną tuszu w czoło. Nie wiem co myśleć…

Just give it awaaaay

Społeczne zapotrzebowanie na treści na blogasku zmusza mnie do pisania. Będzie zatem o Dżordżu, a dokładniej o głębokim głosie Dżordża, a dokładniej Dżordża Straita, gwiazdy muzyki country.

Dżordż dzielnie towarzyszył nam podczas wrześniowej amerykańskiej wycieczki, swoim głębokim głosem wyśpiewując ‚just give it awaaaay’ w każdej losowo wybranej stacji radiowej. Częstość pojawiania się Dżordża nie zależała w istotnym stopniu od miejsca pobytu, rodzaju stacji radiowej i w ogóle od niczego, Dżordż po prostu rządził w USA, a jak przez chwilę go nie było, to jakiś słuchacz dzwonił i prosił o powtórkę. Nadmiar „dżastgiwitełeja” zaczął mi doskwierać gdzieś w drodze powrotnej, w Oklahomie, czy tam Arkansas, o czym poinformowałam towarzyszy podróży. Pewnie niepotrzebnie, bo piosenka została nieformalnym hitem wycieczki.
A ten Dżordż to nie byle kto, a jego piosenka to już w ogóle, bo w maju dostała nagrodę Academy of Country Music dla najlepszej piosenki roku i w ogóle dla najlepszego singla. W związku z tym chciałam oficjalnie podziękować koledze Jankowi za prezent w postaci najnowszej płyty Dżordża, na której pierwszym utworem jest „Give it away”. Moja pierwsza płyta country!

That picture from our honeymoon, that night in Frisco Bay: Just give it awaaaaaaaaaaaay….

Jolka, pamiętasz?

W trakcie ostatniej imprezy pito-śpiewanej okazało się, że w piosence Budki Suflera koledze śpiewającemu zmieniły się priorytety. Kiedyś najważniejsza była „czarodziejka gorzałka”, co „tańczyła w nas”, ale wyraźnie ustąpiła miejsca stwierdzeniu „dziecko spało za ścianą, czujne jak ptak”…

Starzejemy się… Ale czy to takie straszne?

gnokii 0.6.15

Po 8 miesiącach udało mi się w końcu wydać nową wersję gnokii. I to nie dlatego że zmian było mało, tylko dlatego że cały czas chciałem jeszcze coś poprawić. Zupełnie jakbym nic nie nauczył się na temat zarządzania projektem Open Source. Ale w końcu wyszło mi, że będę musiał zrobić małą rewolucję w kodzie, aby doprowadzić do końca to, co chciałem. Zatem już jest i ma nawet pełne polskie tłumaczenie! Taki byłem!

Teraz mam zamiar zmienić nieco sposób rozwijania gnokii. Chcę się bardziej skupić na nowych fajnych rzeczach i olać niby podstawowe rzeczy jak zgodność biblioteki wstecz. Trudno — lepiej żeby się coś działo niż żeby się nic nie działo. Będą dwa drzewa — bieżąca 0.6.x, do której będą trafiały jakieś poprawki, jeśli komuś się zechce je robić oraz nowa 0.7.x, gdzie będzie z grubsza wolna amerykanka. A planów trochę jest (wyniesienie konfiguracji telefonów do zewnętrznego pliku, dynamiczne ładowanie sterowników, obsługa Symbiana S60 v3, obsługa wszystkich nowych wynalazków, lepsza integracja z istniejącymi frontendami typu gnome phone manager). Oczywiście plany szumne, a wyjdzie jak zwykle, chyba że się znajdzie ktoś młody i ambitny, kto weźmie na siebie ciężar programowania.
Ale żeby nie było tak różowo, to oczywiście okazało się, że nie kompiluje się pod Solarisem (tfu!). Poprawki już są w CVS, ale pewnie jeszcze coś wylezie więc pewnie 0.6.16 pod koniec tygodnia.