Efekt zaskoczenia

Polsat Sport specjalizuje się ostatnio w powtórkach meczów z Mistrzostw Świata i w programie tej stacji zamieszczanym w Gazecie Telewizyjnej obok godziny nadawania meczu i drużyn biorących w nim udział podawany jest także wynik meczu. To miłe. Powinni też przy powtórkach teleturniejów pisać kto i ile wygrał, przy powtórkach kryminałów informować od razu kto zabił, a przy powtórkach seriali pisać kto okazał się czyim synem. Świat byłby piękny i w sezonie powtórek, czyli latem, widz nie musiałby się denerwować i nic by go nie zaskoczyło.

Reklamy

Be prepared

Już nie można nikomu ufać i w nic wierzyć. Wczoraj w knajpie usiadłam sobie na krześle i poczułam, że mokro mi, bo usiadłam w kałuży. Mam nauczkę, każy harcerz na pewno sprawdza na czym siada, albo nie chodzi do knajp po prostu.
A w innej knajpie, bo na tę z płynami na krześle się obraziłam, dwie i pół godziny przed zamknięciem zgasili grill i nie mogłam sobie zjeść zgrilla i dałam się namówić na jakieś okropne coś do jedzenia, co było z koperkiem. Nie cierpię koperku.
A tak poza tym, to jeszcze mi wczoraj zaczął wózek supermarketowy uciekać po parkingu. Nikomu nie można wierzyć, parkingi krzywe, wózki zcentrowane. Nikomu, mówię wam.

NTFS-3G

Linux NTFS to długa historia. Pierwsza wersja sterownika była badziewna straszliwie. Była niebywale powolna, a jeśli ktoś zdecydował się włączyć obsługę zapisu, szybko kończył z zepsutym systemem plików. Wtedy (i słusznie) zapanowała opinia, że Linux sobie z NTFS nie radzi, a różni dystrybutorzy wprost pisali, że nie dają żadnej obsługi NTFS.

Nowy projekt, oprócz technicznych problemów, musiał powalczyć z nieprzychylną opinią na jego temat. Powstały również konkurencyjne przedsięwzięcia (m.in. komercyjny Paragon oraz otwarty, ale będący wrapperem na Windowsowym sterownik — Captive). Pomysłem na to było stworzenie sterownika stwarzającego jak najmniej problemów i pod żadnym pozorem nie psującego systemu plików. Oznaczało to znacznie wolniejszy rozwój niż miałoby to miejsce normalnie. Wszelkie wersje rozwojowe były najpierw testowane dokładnie przez Antona Altaparmakowa (lidera projektu) i dopiero po dłuższym czasie publikowane dla szerszej publiczności. Głównym skutkiem tego postępowania (oprócz rzeczywistej stabilności sterownika) był fakt, że Linux przez kilka lat nie mógł zapisywać nic na systemie plików NTFS.

Z czasem pojawili się kolejni programiści, którym nie w smak było wolne tempo rozwoju sterownika. Za ich sprawą dynamiczniej zaczęła rozwijać się wersja działająca w przestrzeni użytkownika: libntfs i narzędzia z niej korzystające oraz sterownik dla FUSE. Prace nad obsługą zapisu zaczęły posuwać się szybciej do przodu. W sponsorowanie prac włączyło się nawet Apple, które płaci za część czasu Antona spędzaną nad Macową wersją sterownika (który powstaje równolegle do oficjalnego). W tej chwili wersja modułu jądra ma częściową możliwość zapisu, a wersja dla FUSE jest kilka kroków z przodu (jako mniej stabilna i posiadająca większy margines niestabilności).

Dość dużym zaskoczeniem było wczorajsze ogłoszenie Szakacsitsa Szabolcsa, o przygotowaniu nowej wersji sterownika dla FUSE: NTFS-3G. Wersja ta, mimo że jest jeszcze w fazie beta, zawiera pełną (no prawie pełną — jest kilka znanych sytuacji, gdy nie działa) obsługę zapisu na system plików NTFS. Pierwsze wyniki testów zdają się to potwierdzać, choć dość uciążliwy wydaje się być problem z tworzeniem zbyt dużej liczby plików związanej z rozszerzeniem rekordu MFT.

Nie należy się dać zwieść temu, że o NTFS-3G piszą, że jest „wolna”. Jest nader szybka. W testach przeprowadzonych przy użyciu bonnie++ daje lepszą wydajność niż ext3 czy XFS. Obawiam się jednak, że wydajność będzie spadać w miarę uzupełniania obsługi sytuacji, w których sterownik sobie teraz nie radzi.

Potencjalnym zagrożeniem jest możliwość podziału projektu. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, aczkolwiek przez najbliższe parę miesięcy NTFS-3G będzie żył życiem niezależnym od linux-ntfs (zwłaszcza, że Szaka wyjeżdża na miesiąc na wakacje).

Tak czy siak, pojawienie się NTFS-3G to dobra wiadomość. Może znowu spróbuję zainstalować Linuksa na laptopie…

Z autobusu

Jechałam dziś dla odmiany autobusem. Autobus ruszał już z przystanku, ale pan kierowca zauważył dwóch dżentelmenów rączo podążających w kierunku pojazdu, którym kierował. Zatrzymał wehikuł, z sykiem otworzył im drzwi, ale panowie nie dostrzegli tego miłego gestu i z gracją pobiegli dalej.

Jeśli ktoś czekał na morał lub puentę, to nie będzie. To była taka sobie historyjka, ani do płaczu, ani do śmiechu.

Z cyklu: przygody komunikacyjne

Nie trzeba jeździć metrem, żeby mieć ciekawe obserwacje, można być wożoną samochodem. Było to tak: na czerwonym świetle pan szybciuśko wyskoczył ze swojego Opla, migiem wymontował fotelik z tylnego siedzenia i próbował upchnąć go w bagażniku. To ostatnie jednak nie poszło jak z płatka i złośliwe światło zmieniło się w zielone. Pan nie domknął bagażnika, ale wskoczył rączo na siedzenie kierowcy i pognał ku następnym światłom, gdzie znów zgrabnie wysiadł i zdołał umieścić fotelik w zamkniętym bagażniku, wyjmując przy okazji niemal całą jego zawartość.

A morał z tego taki, że w naszych czasach to żeby coś wyrwać nie wystarczy tylko schować obrączkę – strategiczny może okazać się fotelik. Za dużo filmów oglądam?