Muchy w nosie

Niewiele ostatnio czytam, przynajmniej w porównaniu z zeszłym rokiem, co tu widać, bo przestałam się pastwić nad przeczytanymi książkami. Nie jest jednak tak, że zupełnie nie obcuję ze słowem pisanym, zmiejszyła się tylko intensywność tych kontaktów. Ostanio na przykład zmogłam kolejną powieść Joyce Carol Oates, „Wodospad” (a miałam już sobie tę Joyce Carol darować!) i oceniłam ją, jak większość powieści, w biblionetce, przy okazji pozwalając jej systemowi polecić sobie jakieś książki.

System ten działa tak, że wystawia się liczbowe oceny przeczytanym przez siebie pozycjom, a potem na podstawie tych ocen i ocen innych użytkowników wylicza co ma szansę się spodobać. Wszystko by było fajnie, ale ja, jako snobka i wiecznie węsząca chałę, bardzo dobrze oceniam tylko wybitne powieści, albo te, do których mam specjalny sentyment, czyli głównie książki, które generalnie są przeznaczone dla dzieci. Zwyczajne czytadło ma u mnie szansę najwyżej na 4 w skali 1-6.

I dlatego biblionetka poleca mi tylko powieści, na których czytanie nie mam ochoty (na przykład prawie całego Hrabala), traktaty filozoficzne i różne książki dla dzieci, a nie chce mi polecić nic, co mogłabym sobie tak na raty, ale szybciutko, pochłonąć częściowo w metrze, a częściowo w wannie… Ewidentnie nie jest to system dla takich snobów jak ja.

Reklamy