Bestseller

Żeby być na czasie, to w weekend tak zwany wchłonęłam aktualny bestseller merlina, czyli „Pracującą dziewczynę”. Faaaajne było, dobrze raz na jakiś czas się odmóżdżyć, jednocześnie nie sięgając dna!

W sennym Peru

Wszelkie podsumowania i listy pięciu ulubionych rzeczy mnie śmieszą jak chyba wszystkich i przypominają prowadzone pieczołowicie w czasach podstawówki ‚złote myśli’ albo ‚abc koleżeństwa’. Większość ludzi takich list zrobić nie może, bo treść takiej listy zależy od pogody, widzimisia i innych tego typu nieobiektywnych czynników. I dlatego głupio mi czasem, bo mam takiego naprawdę ulubionego pisarza.

Wstęp mi wyszedł przydługi, ale oczywiście służy wprowadzeniu kolejnej przeczytanej przeze mnie lektury, powieści mojego ulubionego pisarza. Przeczytaną właśnie powieść nabyłam drogą kupna w 2002 roku (zwyczaj podpisywania książek datą nie jest taki głupi!), zaczęłam czytać i nie skończyłam. Nie pamiętam, czy mi się nie podobało, czy mi się po prostu z jakiegoś powodu nie chciało. Przez trzy lata odmieniło mi się wyraźnie, bo skończyłam czytać ‚Zielony dom’ mojego ulubionego pisarza Mario Vargasa Llosy i tym samym mogę odfajkować przyswojenie wszystkich dostępnych po polsku powieści tego autora.

A sam ‚Zielony dom’ jest bardzo w klimacie realizmu magicznego, dziwnej, tajemniczej Ameryki Południowej, mieszanki przyziemności i magii, a w formie bardzo typowy dla Llosy. Wszystko jest poplątane i mniej więcej do połowy powieści poszczególne wątki zupełnie nie chcą się ze sobą łączyć, a potem nagle same układają się w bardzo logiczną całość. Takie pisarstwo musi wymagać od pisarza niesamowitej dyscypliny.

Saterdej najt

Saterdej najts, po fali wesel, upływają nam ostatnio na błogim nieróbstwie, czyli klikaniu na zmianę w komputer i w telewizor. Ostatnia saterdej najt rozpoczęła się nawet nieudaną próbą pójścia do kina w trakcie wizyty w GM w celu odbioru okularków po wymianie szkieł na mocniejsze, ale, jak już wspomniano próba okazała się nieudana – wróciliśmy do domu, by popaść w odrętwienie. Ale żeby nie było tak zupełnie nijak, to postanowiliśmy obejrzeć nabyte jakiś czas temu arcydzieło pod tytułem ‚Taksówkarz’.

Chyba już nie chcę oglądać więcej filmów nakręconych w roku mojego urodzenia, w roku moich pierwszych urodzin ani w roku, w którym moi rodzice mnie planowali. Nic z tego nie rozumiem; nic się nie dzieje, a to co się dzieje nie wiadomo dokąd zmierza i czemu służy. Arcydzieło okazało się dla mnie niestety za trudne, podobnie jak większość filmów z ’70. Podobno to skandal, że ten film przegrał wyścig do Oscara z Rocky’m, ale ja po cichu myślę sobie, że członkowie Akademii podobnie jak ja nie zrozumieli przesłania, nie mówiąc już o przysypianiu przez większość filmu. A może po prostu tylko ja przespałam jakieś najistotniejsze sceny i dlatego nie załapałam o co biega? W sumie to trochę głupio i wstyd nie zachwycić się. Może na moje usprawiedliwienie napiszę jeszcze, że nie żałuję czasu przeznaczonego na oglądanie; przynajmniej kolejne arcydzieło odfajkowane i można je opisać specjalną naklejką, której treść może wkrótce wymyślę…

Szafka

Szafkę dziś skręciłem. Mieliśmy schować tam wszystkie CD i DVD, żeby nie mieć śmietnika przy telewizorze. Ale szafka już prawie całkiem zapchana, a ostatnio przyrost naturalny CD/DVD ma dość duży współczynnik…

Szafka

Czeski film

Wbrew temu, co w tytule nie chodzi o film, bo film ma być w Polsce dopiero jesienią, ale o książkę, na której podstawie film nakręcono. Wczoraj wieczorem poszłam kupić sobie książkę do poczytania na weekend i trafiło na czeski bestseller podobno – „Powieść dla kobiet” Michala Viewegh. Krótki weekend mam widać, bo już ją skończyłam. Była taka, jak myślałam – o miłości i dla kobiet, w sam raz na lipcowy weekend, tylko że chyba pierwszy raz czytałam czeską powieść tego rodzaju. I jak na czeską, to za mało czeska była, ale to już chyba tak jest z tym co masowe i popularne; nie wydaje mi się, by czeski McDo serwował knedliki.

Małż

„W temacie lektur” przez ostatnie dwa dni przewinął się u mnie „Małż” Marty Dzido. Starzeję się, już czytam książki napisane przez młodszych ode mnie. To była dygresja, a teraz przejdę do meritum.
Sama forma powieści od początku wydawała mi się jakaś znajoma i pewnie nikt tego zdania nie podziela, ale ja dość szybko załapałam, że mam do czynienia z polską i żeńską wersją „101 Reykjavik” tyle że tu jest o czymś innym. Chociaż może trochę o tym samym, o tym, nad czym współczesna literatura lubi się pochylić, czyli o problemie identyfikacji w społeczeństwie, miejscu człowieka w społczeństwie, jego obciążeniach, wolności, braku wolności… O bzdurach czyli, bo nie o miłości do ojczyzny, bohaterstwie i innych ważnych i podniosłych rzeczach.
I zanim się skręcę z przeintelektualizowania, to napiszę, że mi się podobało bardzo, ale w zasadzie nie wiem dlaczego.

WiFi

Kupiłem ostatnio na allegro APNo-switcha D-Link DI-524 AirPlus G. I normalnie działa. Co prawda nie do końca tak, jak chciałem, ale nie ma co narzekać. Pciamcia w laptoku działa na ndiswrapperze i z dużego pokoju mam transfer pomiędzy 22 a 54 Mbit. Tak samo z balkonu, ale moja fatastyczna koncepcja: wziąć leżak, laptoka i browara wzięła w łeb — jest tak jasno, że nic nie widać na ekranie. Muszę popracować nad tą koncepcją…

Co więcej okazało się, że ta pciamcia WiFi działa jednak i pod Windowsem. Tyle, że sterownik Windowsowy (albo sama karta) nie był w stanie pobrać adresu z DHCP, jak był za słaby sygnał. Teraz wstawili jakiegoś bliższego APN i jest OK.