Fajerfoks, żętu i łajfaj

Dzisiaj Firefox w Windowsie wykrył nową wersję. Niezwykłe to osiągnięcie, bowiem aktualizacja jest dostępna od przeszło tygodnia. W swojej niezwykłej przebiegłości twórcy Mozilli postanowili ukryć nową wersję przed aktualizatorem Firefoksa, aby nie zapchało im się łącze. Czy coś równie głupiego. Nie ma to jak dobrze zaprojektowany interfejs. No i żeby nie było wątpliwości, Firefox zakomunikował o znalezieniu krytycznej aktualizacji. A Linuksowy Firefox nic nie znalazł…

Zainstalowałem też Gentoo (czyt. żętuuuuu). Instaluje się niczym pe-el-de. Jak dla mnie wygląda na razie dosyć dziwnie, ale jeszcze dam mu szanse. Na razie główną zaletą w stosunku do Slacka jest nierozbudowane menu KDE. W Slacku z pudełka jest fafnaście nieistniejących w systemie aplikacji (mimo zainstalowania wszystkich pakietów KDE). W Gentoo mam tylko to, co zainstalowałem. Na razie jednak pliterków nie mogę wpisywać. No i jrockita musiałem ręcznie ściągać. I domyślna konfiguracja jest dosyć dziwaczna. Ale działa i mam wreszcie konsole w pracy zamiast paskudnego putty — z laptoka przez vnc łączę się z desktopem linuksowym. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

No i WiFi. Udało mi się uruchomić dopiero w Linuksie 2.6.x. Linux 2.4.x poległ. Windows XP poległ. Linux 2.6.x z ndiswrapperem sobie poradził. A już myślałem, że karta jest zwalona…

Niech pierwszy rzuci kamieniem

Kto widział kiedyś bazę danych, którą trzeba instruować jak ma sobie blokować swoje zasoby i z reguły nie potrafi zablokować tylko jednego wiersza, tego, którego dotyczy zapytanie? Kto widział kiedyś ‚nowoczesną’ bazę danych za grube pieniądze, w której współbieżność zapytań najłatwiej osiągnąć blokując całe tabele? Kto widział kiedyś bazę danych, która radośnie zwraca sobie błędy typu ‚deadlock’ i sama nic nie robi z taką sytuacją?

Welcome to our world of wonder! Just use CA best product! Ingres rulz.