Oddajcie mi wiosnę!

Wiosny nie ma, a być powinna. Pocieszam się tylko tym, że w zeszłym roku o tej samej porze tyż jej nie było, a tydzień później była już bardziej. Śledzenie zleżałych jak zeszłoroczny śnieg zestawień temperatur, ciśnień i opadów powoli staje się moim hobby.
A póki tej wiosny nie ma to moknę, marznę i brodzę w śniegu. I dziś wyjątkowo doceniłam mieszkanie niedaleko stacji metra; po pracy chciałam gdzieśtam pojechać, poszłam na autobusny przystanek, zobaczyłam wszystkich biednych ludzi, na których wiało i padało, przyjrzałam się z bliska uroczemu korkowi w alejach Jerozolimskich, obróciłam się na pięcie i po półgodzinie byłam na stacji metra Kabaty. Sucha i niezmarzła zupełnie. A jeszcze miałam teatr w metrze, bo dwóch gości inscenizowało scenkę kłótni i pękli dopiero jak się ich jakaś kobieta spytała gdzie jest ta ukryta kamera. I jeszcze był fajny facet, który mi trzy razy teczką wytrącił książkę z ręki.
A to w ogóle wszystko dla dwuzia. Tak o życiu.

Reklamy

2.6.11.1

Poszaleli w tym Linuksie. Jakieś 2.6.11.1. I jeszcze kto inny się nim opiekuje. Niedługo nikt już nie będzie się w tym łapał. Ale jakoś mnie to coraz mniej interesuje.

Sądzę, że za jakiś czas Linux będzie używany jako binary-only (w takim sensie jak MacOS X czy Windows) system. Tzn. dla zapaleńców nic się nie zmieni, ale większość użytkowników nie będzie zawracała sobie głowy istnieniem źródeł i możliwościami za tym stojacymi. I tak pewnie musi być — normalnemu użytkownikowi na gnat te źródła.

I pewnie dopóki twórcy dystrybucji będą wyznawać zasadę nawet, jeśli coś jest nie tak, to możesz wziąć kod źródłowy i poprawić, przekompilować z innymi opcjami, to Linux nie będzie zbyt popularny. W tej chwili te wszystkie Knoppixy, Linspire i tym podobne zdają się podążać w tym właśnie kierunku.

Fajerfoks, żętu i łajfaj

Dzisiaj Firefox w Windowsie wykrył nową wersję. Niezwykłe to osiągnięcie, bowiem aktualizacja jest dostępna od przeszło tygodnia. W swojej niezwykłej przebiegłości twórcy Mozilli postanowili ukryć nową wersję przed aktualizatorem Firefoksa, aby nie zapchało im się łącze. Czy coś równie głupiego. Nie ma to jak dobrze zaprojektowany interfejs. No i żeby nie było wątpliwości, Firefox zakomunikował o znalezieniu krytycznej aktualizacji. A Linuksowy Firefox nic nie znalazł…

Zainstalowałem też Gentoo (czyt. żętuuuuu). Instaluje się niczym pe-el-de. Jak dla mnie wygląda na razie dosyć dziwnie, ale jeszcze dam mu szanse. Na razie główną zaletą w stosunku do Slacka jest nierozbudowane menu KDE. W Slacku z pudełka jest fafnaście nieistniejących w systemie aplikacji (mimo zainstalowania wszystkich pakietów KDE). W Gentoo mam tylko to, co zainstalowałem. Na razie jednak pliterków nie mogę wpisywać. No i jrockita musiałem ręcznie ściągać. I domyślna konfiguracja jest dosyć dziwaczna. Ale działa i mam wreszcie konsole w pracy zamiast paskudnego putty — z laptoka przez vnc łączę się z desktopem linuksowym. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

No i WiFi. Udało mi się uruchomić dopiero w Linuksie 2.6.x. Linux 2.4.x poległ. Windows XP poległ. Linux 2.6.x z ndiswrapperem sobie poradził. A już myślałem, że karta jest zwalona…

Niech pierwszy rzuci kamieniem

Kto widział kiedyś bazę danych, którą trzeba instruować jak ma sobie blokować swoje zasoby i z reguły nie potrafi zablokować tylko jednego wiersza, tego, którego dotyczy zapytanie? Kto widział kiedyś ‚nowoczesną’ bazę danych za grube pieniądze, w której współbieżność zapytań najłatwiej osiągnąć blokując całe tabele? Kto widział kiedyś bazę danych, która radośnie zwraca sobie błędy typu ‚deadlock’ i sama nic nie robi z taką sytuacją?

Welcome to our world of wonder! Just use CA best product! Ingres rulz.